*
kampanie
*
dilbert
garfield :)
order.of.the.stick
user friendly
*
dictionary
google
kopaliński
słownik
wikipedia
*
jazda!
warszawa
stara warszawa
*
csw
etnograficzne
narodowe
techniki
zachęta
*
kkkk
merlin
świat książki
zysk
*
movie trailers
music videos
puzzle
sztuka
*
jeść
jeść
jeść
jeść
*
akwarium
akwarium FAQ

Mój ulubiony obiad
to jest garnek warzyw, a może wyglądać różnie, mieć więc tego czy tamtego, albo czegoś nie mieć wcale. Dziś to były dwie cebule, garść żółtej fasolki i marchewka, wrzucam je na olej wcześniej, bo fasolka wymaga wiecej czasu, a w tym czasie tnę na kawałki paprykę: dużą czerwoną, małą zieloną i średnią żółtą. Hmm, lubię ciąć papryke, jest śliczna. No i mam cukinię [ tej porze roku trzeba ją raczej obrać i wyrzucić nasiona]. Dorzucam je do garnka po jakichś 10-15 minutach po wrzuceniu pierwszej partii warzyw, a potem siedzę i pilnuję, żeby nie zapomnieć, bo sie rozgotują, ale znowu się zaczytałam i w końcu nie wiem, ile to już czasu, poza tym i tak nigdy nie wiem ile czasu powinno się to gotować, więc i tak zawsze próbuję. Pod koniec dodaję koncentrat pomidorowy [puryści pewnie wola pomidory, ale ja jestem leniwa], pieprz, chili i imbir, i dwie minuty później mam obiad. Czasem sobie do tego gotuję soczewicę albo fasolę, zależy od tego czy jestem bardziej głodna czy mniej.

Ale dziś cały dzień chodzi za mną chęć na "coś słodkiego", najlepiej tort czekoladowy z wiśniami, ale po tort trzeba by jechać, a wcale mi się nie chce, poza tym mogliby wcale go nie mieć, a przecież mogę zrobić ciasto czekoladowe :)
Tabliczkę czekolady i 150g masła rozpuścić należy w garnuszku, zestawić z ognia, dodać 300g cukru pudru. Trzy jajka ubić i dobrze z czekoladową masa wymieszać, a na końcu wsypać pół szklanki mąki i łyżeczkę proszku do pieczenia. I posiekane orzechy. Robi się tylko nieco dłużej niż o tym pisze i jest pyszne :) A, piec około 30-40 minut w temperaturze 180 stopni - tak w każdym razie piszą w przepisie, który znalazłam w książeczce " Kulinarna podróż dookoła świata" wycelowanej... w dzieci ;) No dobra, oni piszą "40 minut" ale czasem szybciej się robi, nie mam pojęcia czemu.

thea 2009-09-16 19:58:48
skomentuj (5)

* * *

Kochany pamiętniczku
Dziś miałam sprawę w sprawie spadku po tacie - sprawę załozyła mama, bo to ona chciała dostać ten spadek, ja i brat natomiast częściowo mieliśmy to w nosie a częściowo byliśmy zmęczeni naszą mamą, która jak zwykle coś kręciła, i dla świętego spokoju powiedzieliśmy sędziemu że nie chcemy tego spadku. A wtedy on zapytał czy mamy dzieci, i musiałam się przyznać, że mam, a wtedy okazało się, że mam przechlapane :( i że musiałabym iść do sądu rodzinnego żeby zabrać dzieciom prawo do tego spadku. No i się wystraszyłam, że wyjdę na wyrodną matkę i powiedziałam, że jak tak, to ja i brat też chcemy po kawałku spadku, ale że nie chciało nam się do tego zatrudniać komornika dla dobrodziejstwa inwentarza, to muszę się teraz modlić, żeby się z nagła nie okazało, że tatuś po kryjomu zaciągnął gdzieś pożyczkę na milion dolców a potem przehulał, bo wtopa.
I jeszcze nam pan sędzia powiedział, że on jest tu od orzekania [w domyśle - a nie doradzania] i nie mam bladego pojęcia co teraz mam z tym całym, a raczej jedną trzecią spadku, zrobić.
Czy jest na sali lekarz bo mię głowa rozbolała....
thea 2009-09-03 18:07:49
skomentuj (6)

* * *

Raz wróbelek elemelek
złapał katar i kaszelek - znaczy musze sobie ponarzekać trzochę, jak juz jestem żywsza - umieranie z powodu przeziębienia podczas gdy mamy środek lata [przynajmniej pod względem pogody] jest jakieś absurdalne. Oraz dwie noce pod rząd miałam problem z zaśnięciem z powodu kaszlu [biedny mój mąż].| Pewnie gdybym poszła do lekarza to bym dostała antybiotyk i już bym była zdrowa, ale nie cierpię tej baby. No dobra, koniec marudzenia.

Kupiłam dziecku książki do szkoły, jej, już WCZORAJ! Ależ ze mnie rakieta :) Ale dzięki temu, że w ostatniej chwili, to wyszło mi taniej - próbowałam bowiem zamówić je w Merlinie, ale Dwa Tygodonie jako termin dostawy mnie nie bardzo urządzają w momencie kiedy szkoła zaczyna się za tydzień, udałam się więc [w towarzystwie męża, jako że z powodu choroby nie mogłam założyć soczewek a dyżurne okulary okazały się nie działać] do zagłębia podręcznikowego, gdzie z chodnika porwał nas chudy blondyn i zaciągnął do podręcznikowego komisu - książki mniej wiecej po dychu, w bardzo dobrym stanie - znaczy należy pomarudzić "a nie ma pan ładniejszej? a ta ma o tu jakies napisy..." itepe, słowem, należy patrzeć co dają, bo jak kilka kolejnych sklepików pokazało, zwykle na początku próbują wcisnąć te brzydsze [w tym pierwszym nie mieli wszystkiego, oraz nie mieli nic nowego, a ćwiczeń "wypełnionych ołówkiem" nie zamierzaliśmy dziecku kupować ], jakolwiek pan w drugiej księgarence był bardzo miły oraz opuścił nam parę złotych sam z siebie, normalnie kupowanie dziecku podręczników to jest prawdziwa Przygoda [do tej pory zawsze panie zamawiały, no ale w czwartej klasie jest kilku nauczycieli, a nie jeden do wszystkiego]

Hmm, to miała być marudna notka tak naprawdę, chwila, przypomnę sobie... o! Wysypali mi wywrotkę piachu tuż za oknem i się kurzy, bo wymieniają nam płytki na podwórku, a nie daję rady siedzieć przy zamkniętym :| A mogliby, zamiast rozwalać całkiem zacne podwórko, pomalować ściany na jakiś JEDEN kolor bo mamy kretyńskie kanarkowe łaty na ... innym odcieniu żółtego, bo jakiś daltonista nie umiał dobrać farby po wymianie kabli. Oraz oczywiście dwa dni temu szaleniec z kosiarką zmaltretował nam trawnik, nie cierpię tych głąbów z kosiarkami :|

Poza tym mąż poleciał do Kijowa na dni parę i będę sama sobie spać - ciekawe jak mi pójdzie zasypianie... już mi się nie chce iść do łóżka.

A następna notka będzie zupełnie o czymś innym :)
thea 2009-08-26 20:09:42
skomentuj (1)

* * *

Call me crazy...
Wszystko przez te nieustające porządki w chałupie - tzn. nie sprzątam bez przerwy, ale co parę dni przenoszę się do jakiejść innej części, oraz pomalowałam sobie przedpokój i bardzo pięknie teraz wygląda, jest jaśniejszy - bo zamiast koloru jasno-smutnego trochę wpadającego w fiolet ma delikatnie-żółty, no i kolor jest wyżej niż poprzednio [było do ramienia, a teraz nad głową], i nie ma paska z tapety między kolorem a białym [pasek był zastany] wiec to też optycznie powiększa. [żeby nie było, sufitu nie malowałam, odkurzyłam go tylko i wystarczyło]. Hmm, no w każdym razie już mam prawie posprzątane, tylko już malowanie na olejno mi zostało, ale jakoś tak czuję pewną nieśmiałość, jeśli chodzi o farbę olejną, więc wczoraj...
posprzątałam sobie... klatkę schodową. Call me crazy :]

Mieszkamy na parterze, więc to pewnie przez to na ścianach osiada jakaś koszmarna ilość kurzu - a może sobie osiada normalna, ale nigdy tych ścian nikt nie odkurza [np. od stulecia], nie wiem, ale ostanio już mnie zaczął szlag trafiać, bo co wracam do domu to wyskakują na mnie okropnie brudne drzwi do piwnicy, brudne lamperie, no i szaro-czarne smugi kurzu osiadłe na nierównościach pomalowanej na biało górnej połowy ścian. Wzięłam więc drabinę i szczotkę, i zmiotłam cały ten cholerny kurz z białego, poczekałam chwilę aż osiadł, pozamiatałam, a potem umyłam lamperie [spokojnie, tylko obszar od drzwi na klatkę + nasze piętro] i mam na jakiś czas święty spokój - znaczy nie będzie mnie szalg trafiał na widok. Nie żeby ścianom nie przydał się drobny remoncik, ale aż taka szurnięta to ja nie jestem :) Mam jeszcze własne futryny i jedne drzwiczki do malowania na olejno ;) [znaczy nie własne bo wynajmowane, ale wiecie co mam na myśli]

Ah, a jak tak latałam z drabiną to sąsiad akurat przechodził i powiedział - jakbym sama nie wiedziała - że to dozorczyni powinna zrobić. Jednakże znudziło mi się czekanie aż zrobi.
thea 2009-08-08 11:29:18
skomentuj (4)

* * *

Góra do Mahometa
Problem z paznokciami, który zagnał mnie w końcu do apteki można sobie przeczytac pod spodem, jak ktoś chce, tymczasem jednak jestem w aptece i wyciągam karteczkę z nazwą leku, którą to nazwę znalazłam sobie na jakimś forum, a pani aptekarka zadaje mi pytanie "zwykły czy forte?" i mówi że się różnią miejscem stosowania, więc muszę się wytłumaczyć, że problem mam z paznokciami, chociaż wcale nie jestem nawet pewna czy to jest grzybica - i wyciągam rękę ku farmaceutce, ona sie przygląda, a wtem pani stojąca za mną mówi [w skrócie]: ależ to nie jest grzybica, grzybica tak nie wygląda, to jest coś wewnętrznego, jestem dermatologiem - po czym rozmawiamy sobie czas jakiś, pani mi poleca natkę pietruszki jako uzupełnienie diety, a farmaceutka proponuje coś ze skrzypem. Jako comic relief w pewnym momencie do apteki zagląda przez drzwi starszy facet który krzyczy na nas, że ile jeszcze zamierzamy tak pytlować, podczas kiedy on tam CZEKA w KOLEJCE, powodując swą akcją pewne zaskoczenie i rozbawienie, bo kto stoi w kolejce za drzwiami, kiedy w aptece są wszystkiego dwie klientki?

A potem idę do domu i rozmyślam o wszechświecie, który czasem jednak przesyła mi wyrazy sympatii, bo ja bym do dermatologa dotarła najwcześniej w przyszłym stuleciu przecież, a tak, proszę, nie poszedł Mahomet do góry, to góra mu spadła na głowę. I kurczę, nie wiem czy z zaskoczenia nie zapomniałam tej miłej pani podziękować, to jej tutaj dziękuję bardzo. Darz jej bór i pomyślności wszelkiej też życzę :)


*Jakiś czas temu, dłuższy juz zresztą, zepsuł mi sie paznokieć - na całej długości zrobił się jakby rowek a ta mniejsza część zesłabła wyraźnie i łatwo sie kruszyła. Oraz jakos tak geometria mu się zmieniła i zamiast być piękny i gładki to jest jakby w paski. W dodatku reszta paznokci po jakimś czasie wyraźnie wpatrzona w ten pierwszy też przestała być piękna i gładka, i zmieniła fakturę na takie delikatne paski. W końcu się tym zirytowałam i gmerając w internecie doszłam do wniosku że mogłaby to być być może grzybica, aczkolwiek niekoniecznie, mógłby to też być wynik niedokrwistości.Postanowiłam jednak na wszelki wypadek kupić lek na grzybicę, wychodząc z założenia, że mi przecież nie zaszkodzi.
thea 2009-07-31 19:47:24
skomentuj (5)

* * *

Sprzątam w szafie.
A w zasadzie już sprzątnęłam, chociaż jestem w stanie się założyć, że mogłabym sprzątnąć Bardziej. Sprzątanie zajęło mi jakiś tydzień - pierwszy dzień na wyrzucenie wszystkiego i powkładanie z powrotem tego, co na pewno powinno tam wrócić, reszta dni na spoglądanie na piętrzące sie tu i ówdzie w pokoju rzeczy, z którymi nie bardzo wiedziałam co zrobić - wszystko przez to, że czasem kupuję coś w lumpeksie "bo tak zabawnie wygląda" a potem nie umiem sie rozstać, bo a nuż kiedyś jednak do czegoś mi się przyda, choćby żeby dziecku kawałek szmatki na prace plastyczne dać. Ostatecznie rzeczy te w plastikowych workach zjechały do piwnicy. A część wyniosłam.
Śmiesznie się sprząta w szafie, bo człowiek znajduje rzeczy o których nie pamiętał, że ma, sporo mam takich rzeczy, bo w nich nie chodzę [a nawet nigdy na włożyłam] - jakieś sukienki [co by wyglądać czasem jak kobieta, ale i tak wole spodnie], dwa żakiety -  żeby mieć "jakiś żakiet", kilka białych bluzek koszulowych, bo ja lubię takie bluzki, ale nie mam ich gdzie założyć. co nie przeszkadza mi co jakiś czas kupowac sobie nową... No i moje dziwne paski, które zostały kupione ze wzgledu na to, że są dziwne, i niektóre to się nadają do założenia tylko jak się człowiek chce za coś przebrać a nie iść do ludzi, i służą mi głównie do oglądania ich co jakiś czas. Całkiem jak agaty, któych też mam niezgorszą przygarść.

A jak już czlowiek sprzątnął w szafie to umył też okno, kawałek ściany, podłogę, powiesił nową firankę, a potem jakoś tak wszedł do łazienki i spotkał tam siebie szorującą kafelki. Kafelki! Zdaje się że wiosna przyszła do mnie mocno spóźniona w tym roku... A teraz to już pójdę, bo kuchnia na mnie czeka ;)

thea 2009-07-10 13:16:40
skomentuj (3)

* * *

Home alone.
No niezupełnie, bo jedynie bez męża, co poleciał pracować przez tydzień w Budapeszcie, dzieci natomiast mam w domu. Tydzień temu było odwrotnie, bo to dzieci pojechały w świat, na zieloną szkołę, to było trochę jak wakacje, w przeciwieństwie do "teraz". Budzienie się koło siódmej zamiast pół godziny później boli, dzięki bogom za weekend, dzieci urosły na tyle, że rozumieją, że budzenie mnie o poranku w sobotę lub niedzielę daje tylko tyle, że sie wkurzam i opierdalam swe skarby zamiast wstawac raźno i uszczęśliwiać [złamama].

Zimno jest okropnie [czy to naprawde czerwiec?], mieszkanie mamy z tych "chłodnych", co jest super w upały ale nie w to zapóźnione przedwiośnie [szyja omotana, sweterek, skarpetki, rękawiczki bez palców!!].. Nie mam zupełnie ochoty kłaść się spać, nawet pomimo tego, że przytargałam sobie dodatkowy kocyk i posadziłam w rogu misia [pfft]. Na szczęście na psychozę pod hasłem "w każdym cieniu i za kazdym rogiem czai się coś strasznego i zaraz na mnie skoczy, więc nie, nie dam rady zgasić światła" zapadłam tylko raz, i przetrwałam ją oglądając trzeci sezon House MD do wpół do trzeciej kiedy to zmęczyłam się na tyle, ze zrobiło mi się w końcu wszystko jedno :] House w trzecim sezonie to wyjątkowy dupek, tak na marginesie, i bardzo mnie to irytowało, ci scenarzyści normalnie nie znają umiaru, tak mi psuć tę sympatyczną skądinąd postać... *khem khem* 
Właśnie przeczytałam co napisałam: notkę o spaniu. Go me.

Pojechałam dziś mimo wszystko zagłosować, już prawie zrezygnowałam z wypełniania tego obowiązku, bo za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, kto wogóle startuje i miałam wizję, że kiedy zobaczę kartę do głosowania to będę sie w nią tępo wpatrywać z bezmyślnym wyrazem [wróć, tępo się nie da inaczej niz z bezmyślnym] ale koło szóstej wieczorem sumienie mnie w końcu zagryzło, więc sprawdziłam przez google kto i co, okazało się, ze jest ktoś, na kogo z zasadzie mogę i przejechałam pół miasta do swej komisji oddać ten głos. W towarzystwie progenitury: ale mamo, możemy przecież zostać w domu, po co mamy tam jechać! "żebym się sama nie nudziła po drodze" >:)

thea 2009-06-08 00:42:44
skomentuj (3)

* * *

*
księga gości
*
kuba i kola
*
andy
barbarella
cichosza
cloudy
cot
dama pik
ds
dudla
dzierzba
haniuta
idiomka
mistle
nell
nielot
odchudza-się
od rana do...
o naturze
skaf
snafu
stardust
szyper
vilq
zupsko

*
2009
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj


{smscontact}